Wiadomość została wysłana.
Na uwagę zasługuje wystąpienie, które w trakcie konferencji wygłosił wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin. Przywołał on w nim postać św. Jana Pawła II jako kogoś, kto wyrasta na wielkiego patrona polsko-żydowskiego sąsiedztwa.
Pozornie zakrawa to banał. Biografia papieża Polaka, którą przypomniał Sellin, jest powszechnie znana. Karol Wojtyła miał wśród swoich przyjaciół i sąsiadów Żydów, a potem jako następca św. Piotra przywiązywał olbrzymią wagę do kontaktów Kościoła katolickiego z judaizmem oraz relacji Watykanu z Izraelem.
Tymczasem warto się zatrzymać na jednym wątku, który się pojawił w wystąpieniu wiceszefa MKiDN. Chodzi o działalność Karola Wojtyły w Unii. Ta powstała w roku 1940 konspiracyjna organizacja zrzeszająca rozmaite środowiska katolickie, działała na polu zarówno politycznym, jak i wojskowym. Jej przywódca Jerzy Braun był ostatnim Delegatem Rządu na Kraj, w Polsce Ludowej brutalnie represjonowanym przez władze komunistyczne.
Unia odwoływała się do dziedzictwa polskiego mesjanizmu. Wskazywała chrześcijaństwo jako system wartości, na którym należało oprzeć przyszłe stosunki społeczne i międzynarodowe.
A zatem Karol Wojtyła w swojej młodości takim właśnie myśleniem nasiąkał. To myślenie biblijne. Jednym z jego aksjomatów jest przeświadczenie, że historia nie stanowi ciągu przypadkowych wydarzeń, lecz plan Boży, w którym zarówno ludzie, jak i całe narody mają do zrealizowania swoją misję.
Na gruncie zsekularyzowanej kultury, redukującej rzeczywistość do wymiaru materialnego, łatwo takie podejście wyśmiać. Tyle że to właśnie perspektywa biblijna łączy Polaków i Żydów w sposób, który pozwala dostrzec głęboki sens ich sąsiedztwa i także skonfrontować się z tym, co było we wspólnej historii trudne. Natomiast bez tej perspektywy zostaje tylko politycznie poprawny płytki dialog.
Filip Memches Autor jest publicystą Polskiego Radia 24