Już 12 stycznia w TVP VOD rusza nowy program „Kamper Polska”, w którym to pięć par influencerów wyruszy w pełną przygód podróż po najdalszych zakątkach naszego kraju. Tylko nam jeden z uczestników Krystian Ziętkowski opowiedział między innymi o tym, czego najbardziej obawiał się w programie, a także jak zapoznał się ze swoją partnerką Ulą…
Początki
Czy zawsze wiązałeś swoją przyszłość z mediami społecznościowymi?
K.Z: Jeśli chodzi o mnie, był to całkowity przypadek. Zaczęło się od tego, że moja siostra zapisała mnie na casting mistera województwa świętokrzyskiego. Początkowo w ogóle nie chciałem tam pójść, bo byłem nieśmiałym chłopakiem, ale stwierdziłem, że zgodzę się. Potem chodziłem na przygotowania, na siłownię, trenowałem piłkę nożną i grałem w klubie jako napastnik, zdobywałem dużo bramek, z czasem grałem coraz lepiej i mój poziom się podnosił, więc nabrałem większej pewności siebie. Pozostały mi wówczas jeszcze cztery miesiące do gali. Potem okazało się, że zdobyłem wszystkie tytuły: mistera publiczności, województwa świętokrzyskiego i Internetu. Wtedy ktoś mnie tam zauważył, bo wygrałem nagrodę główną, a potem mnie zapraszali na castingi do seriali, więc chodziłem na nie i zdobywałem główne role. Później kręciłem sobie na Instagramie liczby. Gdy powstała aplikacja musical.ly (obecnie TikTok), wtedy stwierdziłem, że spróbuję. Moją pasją było od zawsze nagrywanie. Gdy jeszcze byłem dzieckiem, często zabierałem mojemu bratu telefon, by coś nagrać i stworzyć śmieszny filmik, bo ciekawiło mnie montowanie. Spróbowałem więc swoich sił i zacząłem nagrywać. Okazało się, że to się spodobało, wręcz niesamowicie szybko te filmiki się wybijały, dlatego stwierdziłem, że zacznę to robić. A w międzyczasie chodziłem dalej na studia. Wówczas spotykałem się też z Ulą, ale ona nie działała jeszcze w Internecie na taką skalę. Ją również tym zaraziłem, poszła na casting miss i wygrała. Gdy ona widziała, że ja nagrywam, spotykaliśmy się, a ona, wiadomo, była częścią tego. Powiedziałem jej: „Dawaj, załóż konto i też nagrywaj, bo występujesz na moich filmikach, więc dobrze byłoby, gdybyś także spróbowała”. Pomogłem jej, założyła konto i szybko zdobyła popularność, nagrywając ze mną. Robiliśmy to razem, chociaż nie planowaliśmy tego na samym początku. Miała to być tylko zajawka, a potem rozrosło się na taką skalę, że mieliśmy miliony widzów i staliśmy się popularni.
Inspiracje
Skąd czerpiecie swoje pomysły do publikacji na TikToku?
K.Z: W sumie trwa to już 4 lata, więc wiadomo, że trzeba mieć dużo pomysłów i przede wszystkim podążać za trendami, ale my czerpiemy pomysły głównie z naszych głów. Sami wymyślamy różne scenariusze. Inspirujemy się jakimiś filmami albo serialami i wpadamy na pomysł, że ponieważ coś jest ciekawe, to można przełożyć to na 15- lub 30-sekundowy filmik. Staramy się podążać za aktualnymi nurtami i tym, co jest popularne. Wyłapujemy też to, co jest modne za granicą, a w Polsce niekoniecznie, albo czerpiemy inspirację z seriali, filmów (oczywiście robimy to w komediowo-życiowy sposób, bawiąc się tym).
A gdyby nie działalność na TikToku, to czym byś się obecnie zajmował?
K.Z: Zawsze interesowałem się sportem. Wcześniej grałem w piłkę nożną, lubiłem to. Ale ważny jest też dla mnie zdrowy tryb życia, trenowanie sztuk walki czy siłownia. Dodatkowo myślałem również o aktorstwie.
Obawy przed programem
Czego najbardziej obawialiście się wraz z Ulą, przyjmując propozycję udziału w programie „Kamper”?
K.Z: Na samym początku chyba prowadzenia tego wielkiego kampera, bo ja tak naprawdę zrobiłem dopiero prawo jazdy pod ten program. Nigdy wcześniej nie miałem prawka. To znaczy podchodziłem do kursu, ale nie doprowadziłem tego do końca, bo miałem rękę w gipsie, a potem po prostu przeprowadziłem się do Warszawy i stwierdziłem, że w tym mieście nie muszę prowadzić samochodu. Na co dzień poruszałem się komunikacją miejską albo uberami. Ten program zmotywował mnie jednak do tego, abym zrobił prawo jazdy. My z Ulą lubimy robić nowe rzeczy, podejmować nowe wyzwania, a zwłaszcza podróżować. Pierwszy raz w życiu prowadziłem kampera. Jednak ja jestem taki, że przez pierwsze 5 minut gorzej mi idzie, ale potem szybko dochodzę do wprawy mistrza. Odnajduję się w prowadzeniu kampera jak ryba w wodzie. Ula co prawda wcześniej miała prawo jazdy, ale mało jeździła. Ogólnie też sobie świetnie poradziła, gdy się zamienialiśmy kamperami, a próbowaliśmy każdego. To było niesamowite przeżycie.
Relacja z Ulą
Przejdźmy teraz do tego, jak się poznaliście z Ulą. Gdzie się spotkaliście?
K.Z: Poznaliśmy się na Festiwalu Kolorów w Kielcach. Potem pisaliśmy dużo przez Internet. Tylko że Ula jest ze Strawczyna, a ja z Ostrowca Świętokrzyskiego, więc raz ja jeździłem do niej pociągiem na randki, a innym razem ona przyjeżdżała do mnie. Potem gdy już spotykaliśmy się przez półtora roku i stwierdziliśmy, że mamy podobne spojrzenie na świat, wtedy podjęliśmy decyzję, aby zamieszkać bliżej siebie. Na początku przeprowadziliśmy się do Warszawy i mieszkaliśmy osobno, a potem właśnie razem. Taka jest nasza wspólna historia.
Tworzycie zgrany duet zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, bo nagrywacie razem. Tymczasem często mówi się, że łączenie tych dwóch sfer życia bywa ryzykowne. Czy nie obawiacie się tego?
K.Z: Ja właśnie obawiałem się zamieszkania razem. Początkowo w ogóle nie chciałem być w związku, właściwie zawsze miałem takie podejście. Wszystko potoczyło się jednak inaczej. Zaryzykowaliśmy, bo w sumie i tak się spotykaliśmy często, też robiliśmy razem te same rzeczy, więc stwierdziliśmy, że w sumie lepiej będzie tak, niż mieszkać z właścicielem mieszkania albo z inną obcą osobą. Stwierdziliśmy, że będzie to dużo łatwiejsze i bardziej komfortowe. Z drugiej strony obawialiśmy się właśnie kłótni, ale jakoś to przezwyciężyliśmy. Wspieramy się we wszystkim i lubimy spędzać ze sobą czas.
Rozmawiała: Anna Zuzanna Grażka