Rozrywka

Super Mario Trener: „Podróżując, żyliśmy jakby w innej krainie”

Fot.
Fot. TVP
podpis źródła zdjęcia

Super Mario Trener to uczestnik programu „Kamper Polska” doskonale znany internetowej społeczności. Skąd wziął się jego pseudonim? Jak zaczęła się jego kariera w internecie oraz jak wspomina wzięcie udziału w reality show?

Skąd wziął się pseudonim Super Mario Trener?


Pseudonim wziął się od tego, że znajomi z mojego środowiska i z pracy zwracali się do mnie nie Mariusz, tylko Mario. Ja często używałem wtedy słowa „super” i starałem się być pozytywnie nastawiony do życia, więc dodałem to słowo „super” do pseudonimu, a „trener”, bo trenuję ludzi. To powstało bardzo spontanicznie.


Jak zaczęła się Pana przygoda z mediami społecznościowymi?


Moja przygoda z mediami społecznościowymi zaczęła się już siedem lat temu. Wtedy, kiedy to wszystko nie było jeszcze takie modne, ja nagrywałem relacje na Facebooku. Później dopiero pojawił się Instagram. Nagrywałem swój dzień, jak pracowałem, organizowałem targi, jak rano wstawałem i jeździłem do Warszawy, a w trakcie spotykałem się z różnymi ludźmi, jak spędzałem dzień... Postać „Super Mario Trenera” powstała półtora roku temu i dalej kontynuowałem nagrywanie.


Skąd Pan czerpie inspiracje na swoje materiały?


Generalnie jest tak, że jestem wesołym człowiekiem, i lubię, gdy jest śmiesznie i wesoło, więc sam się nakręcam tymi filmikami, potem sam się z nich śmieje. Mam bardzo duży dystans do siebie, dlatego takie śmieszne, pozytywne, różne filmiki nagrywam. Jednym się to podoba, drugim nie. Ale nie wszystko musi się każdemu podobać. Wpadają mi do głowy pomysły, różne wizje. Nikogo nie śledzę, ani nie kopiuję. Czasami oglądam zagranicznych influencerów czy aktorów. Ale moje wykonanie jest humorystyczne i pozytywne.

Internauci komentują treści w różny sposób, nie zawsze pozytywny. Jak Pan reaguje na tego typu komentarze?


Nie rusza mnie to w ogóle. Tam jest dużo różnych osób po drugiej stronie telefonu czy internetu. Niektórzy ludzie są niezadowoleni z życia i cokolwiek zrobię ja albo inne osoby, to będzie złe. Oni sami nic nie robią, ale uważają, że wszystko, co ty robisz, realizujesz jakiś pomysł, to jest złe. Nie mam żalu do tych ludzi, każdy ma swoje zdanie; jedni mnie lubią, inni nie lubią. Ważne, że gadają i oglądają. Mam taki dystans do siebie i jestem tak mocny psychicznie, że mnie to nie rusza. Po prostu nagrywam filmy dla zabawy. Wszyscy myślą, że ja tak bardzo przejmuję się komentarzami, bo tak też często piszą. Powiem szczerze – ja mam co robić. Jestem trenerem, byłem trenerem i będę trenerem. Robię też inne rzeczy.


Co sprawia Panu największą przyjemność podczas kręcenia materiałów do publikacji w internecie?



Największą przyjemnością jest, że to rozwesela ludzi. Robię różne pozytywne, śmieszne rzeczy, nigdy nie przeklinam w swoim przekazie. Jestem odpowiedzialnym tatą, mam córkę w wieku 8 lat, więc odpowiadam za mój przekaz. Nie robię żadnych złych, patologicznych rzeczy. Staram się rozweselić odbiorców, pobudzić do działania, trochę podzielić się swoją energią, żeby budzić tę całą Polskę, żeby ludzi się śmiali, działali, a nie tylko narzekali. Dużą przyjemność sprawia mi to, kiedy dostaję pozytywną informację zwrotną, kiedy do mnie piszą ludzie, że ich motywuję, że jestem ich inspiracją, że zawsze jest u mnie pozytywnie, że bardzo chętnie mnie oglądają oni i nawet ich dzieci. I nieraz miałem podziękowania za to, że pozytywnie nakręcam ludzi. Do filmów na TikToku lubi się Pan przebierać.


Jakich przebieranych postaci możemy się spodziewać w najbliższym czasie?


Ostatnio był Mikołaj, bo były święta, peruki też tam były. Staram się zrobić coś tematycznie. Zawsze kiedy nagrywałem swoje programy na TikToku, ubierałem się na sportowo: dresy i bez koszulki. Zrobimy dress code, np. biznesowy. Będzie się działo. Mamy nowy rok, dużo nowych pomysłów, szykują się różne ciekawe rzeczy. Na pewno jeszcze nie raz zaskoczę widza tym, jak się przebiorę.

Podczas programu „Kamper Polska” zmienialiście samochody, którymi przemierzacie nasz kraj. Czy rodzaj kampera miał duży wpływ na komfort podróży? Jak Pan wspomina te auta?


Rodzaj kampera miał ogromny wpływ na komfort podróżowania. Był jeden taki najdroższy, który nazwałem „milion dolarów”, i tam było wszystko: klimatyzacja, telewizor, ogrzewanie; komfort był jak w domku na kółkach. Najgorszy z kolei był taki, który jechał bardzo wolno. Było w nim nieznośnie gorąco, nie było klimatyzacji, hałasował. Nie było mowy o komforcie. Był też taki, którego nazwaliśmy safari, bo na noc trzeba było rozbić namiot na jego dachu i tam spać.


Jak Pan wspomina te noce spędzone na dachu?


Bardzo kreatywnie. Tam, gdzie nocowaliśmy, słychać było las, klimat był ciekawy. My się nie baliśmy, ale gdy dziewczyny tam spały, to myślę, że miały trochę pietra, by odpocząć w takim ciemnym namiocie. W programie popadaliśmy ze skrajności w skrajność – mieliśmy albo najlepszy samochód, albo najgorszy; cały czas było ciekawie.

Powiedział Pan kiedyś, że przed programem nie podróżował Pan dużo. Jakie piękne miejsca dzięki programowi udało się Panu odwiedzić?


Bardzo mnie zainspirowała natura na Podlasiu i miło wspominam pobyt tam. Na Mazurach też nigdy wcześniej nie byłem. Teraz miałem przyjemność być tam i pływać w jeziorze, a rano nagrywać relacje na pomoście. To było ciekawe doświadczenie. Potem Bieszczady. Nie byłem wcześniej w Bieszczadach od strony wyspy, nad Soliną. Czułem tam tyle energii… i takie widoki, że człowiek mógł się wzruszyć. Widziałem rzeczy, na które dzisiaj często nie mamy czasu, żeby je oglądać, bo każdy pracuje i ma dużo zajęć.


Co dał Panu udział w programie?


Program „Kamper Polska” przede wszystkim spowodował, że byliśmy skupieni na przygodzie życia i oprócz tego, że kontaktowałem się z córką, bo kocham ją najbardziej na świecie, to odłączyliśmy się i żyliśmy jakby w innej krainie, podróżując i skupiając się na wyznaczonych zadaniach i na tej ciągłej, codziennej przygodzie. Program włożył nas w jakby odrębną krainę i każdy skupiał się na celu. Mieliśmy wyzwania, konkurowaliśmy między sobą, ale nigdy nie było złych chwil, nigdy po trupach do celu. Jako uczestnicy bardzo zżyliśmy się w tym programie, cały zespół ludzi, których bardzo lubię, wręcz uwielbiam; oni też ten program tworzyli – pozytywni, młodzi ludzie.


Więc te przyjaźnie po programie zostaną?


Zostały, mamy kontakt ze sobą do tej pory. Mamy wspólny czat. Wiemy, co się u nas dzieje, rozmawiamy ze sobą. W tym programie zawiązały się przyjaźnie życia i bardzo się cieszę, że mogłem wziąć z nim udział.


Rozmawiała Urszula Szewczyk


Więcej na ten temat